Kto szanuje sprzęt ten nie ma zdjęć

_DSC0767

Sztorm na morzu jest zjawiskiem malowniczym, ale i niebezpiecznym dla nas oraz naszego sprzętu. Jeżeli chcemy uwiecznić go na zdjęciach, musimy liczyć się ze sporym ryzykiem uszkodzenia lub nawet utraty wyposażenia. Możemy też być pewni, że podczas zdjęć co najmniej zmokniemy. Fotograficzna brawura i niespokojna aura dają nam jednak możliwość wykonania niepowtarzalnych, malowniczych ujęć. Oto moje doświadczenia.

Dużo szczęścia potrzebuje fotograf by trafić na sztormową pogodę i nie stać z aparatem w strugach deszczu. Najlepszą pora roku dla takich zdjęć jest lekka zima, lekka na tyle by morze nie zamarzło. Podczas zmian pogody, w szczególności gwałtownych transformacji temperatury, występują zwykle silne wiatry – jest to szansa na wykonanie interesujących zdjęć. Jako miejsce do wykonania ujęć należy brać pod uwagę wyłącznie pełne morze. Nad zatoką nie można liczyć na zadowalające efekty pracy wiatru i prądów morskich.

sztorm01

W styczniowy weekend miałem szczęście trafić na taką zmianę pogody, wiatr hulał ponad 100 km/h. Idealne warunki sztormowe. Wybór padł na port we Władysławowie, jako, że dysponuje on malowniczym falochronem i osadzony jest od strony pełnego morza. Brałem pod uwagę jeszcze punkty na Helu, jednak tam ciekawe dla takich zdjęć miejsca występują jedynie od strony zatoki, siłą rzeczy więc zostały wyeliminowane. Jako ciekawy punkt przyjmuję takie miejsce, w którym morze ma szanse rozbić się na jakimś obiekcie, wraku, falochronie, nabrzeżu.

sztorm_02

Do wykonania zdjęć wykorzystałem statyw z włókna węglowego Velbon, aparat Nikon  D600, obiektyw Sigma 35/1.4 serii art oraz filtr Hoya NDX400 i polaryzator. Warunki były dość ciężkie: wspomniany wiatr, przelotny deszcz i grad. Niestety nie pomyślałem o osłonie przed deszczem, nie zakładałem, że będzie padał patrząc na niebo przed wyjazdem z domu. Tu pierwszy wniosek – zawsze należy mieć odpowiednią osłonę dla takich warunków zdjęciowych. Mimo braku zabezpieczenia, aparat z obiektywem, stojąc w deszczu, na statywie ustawionym w wodzie, nie odniósł żadnych uszkodzeń. Teoretycznie powinien, gdyż zmókł solidnie. Zastosowałem jednak nietypową metodę osuszania – nie wycierałem niczym zestawu, wysuszyłem go pod nawiewem w samochodzie. Wycieranie, w mojej ocenie, spowodowało by wepchnięcie wilgoci w szczeliny konstrukcyjne, ciężko było by się jej pozbyć. Statyw martwił mnie najmniej – stał zanurzony w morzu, wbity w piasek, wymagał tylko opłukania pod prysznicem.

20150111_135756

Istotną kwestią okazał się filtr, z powodu nadmiaru wilgoci kondensowała się na nim para wodna, przyjmując kształt dużych kropli. Mimo odpowiedniej powłoki hydrofobowej krople przeszkadzały, czymś trzeba je było wycierać – szmatka zawsze powinna być na wyposażeniu fotografa. Tu trafna uwaga – są takie filtry które czyszczą się dobrze i takie których czyszczenie zajmuję masę czasu. Filtry Hoya z pewnością nie należą do filtrów czyszczących się bezproblemowo.

W pogoni za dobrym ujęciem nie wahałem się wstawić aparat na statywie do morza, ryzyko było, ale warte podjęcia. Niedogodność z jaką musiałem się pogodzić to przemoczone na własne życzenie buty, co w styczniu nie jest zbyt przyjemne. Była też strata na sprzęcie rozbity filtr polaryzacyjny. Tu sprawdza się zasada – obiektyw zawsze spada na filtr. Mój aparat osunął się razem ze statywem z mokrych kamieni, kiedy na chwilę go puściłem, nie sprawdzając  przednio czy stoi dobrze umocowany. Filtr, po raz kolejny, uratował mój obiektyw.

20150111_142505

20150111_115926

Wykonałem w sumie kilkanaście ekspozycji po 20-30 sekund, zdjęcia zostały następnie poddane obróbce w programie graficznym oraz czyszczeniu. Z powodu użycia przesłony 16-22, na zdjęciach zarejestrowała się cała masa pyłków które osiadły na matrycy, psuły one obraz i trzeba było się ich pozbyć.

20150111_115846

Podsumowując: wyjazd wart był ryzyka, przede wszystkim dla przyjemności wykonania tego typu ujęć, mimo trudnych warunków atmosferycznych. Jest to cenne doświadczenie, które pozwala poznać sprzęt, własne możliwości no i przy okazji wyprodukować kilka fajnych zdjęć obcując z jak by nie patrzeć, dziką przyrodą. Myślę, że lepsze efekty udało by się uzyskać wczesnym rankiem, przy lekkim słońcu ale wydaje mi się, że o taką sytuację, nad polskim morzem może być trudno.

Poniżej znajdują się efekty mojej pracy. Można je powiększyć by zobaczyć detal.

Ten wpis został opublikowany w kategorii nasze pasje, nasza praca i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kto szanuje sprzęt ten nie ma zdjęć

  1. podoba mi się ta miejscówka 😉 zapamiętam na przyszłość, bo ostatnio coraz częściej wracam w te same miejsca 😉

    co do słonej wody i statywu podobnie jak Ty – zdecydowanie ciepły prysznic pomaga. no i przyłączam się do hasła: kto szanuje zbyt mocno sprzęt ten nie ma zdjęć 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.